16

listopada

2017

Dziennik Gazeta Prawna: Uniwersytet to nie korporacja. Studia to nie szkolenie zawodowe

9 listopada odbyła się druga z cyklu debat dotyczących Konstytucji dla nauki, organizowanych przez MNiSW i DGP. Tym razem uczestnicy rozmawiali o „Nowoczesnym zarządzaniu uczelniami i kształceniu studentów”.

Czy ustawa 2.0, którą zaproponowało MNiSW, rozwiąże obecne problemy związane z zarządzaniem uczelniami?

Prof. Łukasz Szumowski, wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego:

Uważam, że projekt ustawy 2.0 mógłby zawierać propozycje idące jeszcze dalej. Jednak nasz projekt (…) był przez ostatni rok wypracowywany w porozumieniu ze środowiskiem akademickim. Zatem nie jest to projekt wyłącznie ministerstwa, który powstał w zaciszu gabinetów, tylko również propozycja przedstawicieli uczelni. To konsensus między oczekiwaniami zmian a tradycją akademicką.

Prof. Jerzy Woźnicki, przewodniczący Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego:

(…) Trzeba zastanowić się, co zrobić, (…) aby uczelnie poprawiły swoją międzynarodową pozycję i awansowały w światowych rankingach. Przy obecnych, niskich od lat, nakładach na szkolnictwo wyższe, trzeba próbować poprawiać efektywność wykorzystania środków, z czym wiąże się problem zarządzania uczelniami. Potrzebne są pewne zmiany w tym zakresie, ale przy zachowaniu równowagi między wymogami profesjonalizmu kadry zarządczej, wpływem na uczelnię wspólnoty akademickiej oraz spojrzeniem na uczelnię z zewnątrz. Te oczekiwania próbują spełniać zmiany zaproponowane w ustawie 2.0. Wśród nich wymienić trzeba m.in. zmianę sposobu wskazywania kandydatów na rektora oraz nowy organ – radę uczelni. Jej skład w ponad 50 proc. będą stanowiły przygotowane profesjonalnie osoby spoza uczelni, ale członkowie rady będą wyłaniani przez senat, czyli wspólnotę akademicką. To fundamentalna zmiana, która zdaniem wielu jest warunkiem powodzenia tej reformy. Zaletą ustawy 2.0 jest również to, że zwiększa kompetencje rektora. (…)

Marek Konieczny, dyrektor biura prawnego Parlamentu Studentów RP:

Obecnie brakuje biznesowego podejścia do szkolnictwa wyższego, zarówno w kwestii kształcenia studentów, jak i zarządzania uczelnią. System szkolnictwa wyższego jest bardzo skostniały. Nie ma menedżerów. Brakuje m.in. myślenia o tym, jak pozyskać pieniądze z innych źródeł niż z dotacji z budżetu państwa, jak łączyć biznes i otoczenie zewnętrzne. Niestety, często studenci są traktowani jak zło konieczne, a nie jak podmiot i główny beneficjent czy interesariusz kształcenia na uczelni. Dlatego dobrze, że w radzie będzie zasiadał także przedstawiciel studentów. (…) W radzie musi być również reprezentowane otoczenie zewnętrzne, czyli przedstawiciele biznesu. Przedstawiciele pracodawców, jako pośredni beneficjenci procesu kształcenia, również powinni zasiadać w radach i uczestniczyć w tworzeniu programów studiów. Powinni także brać udział w ewaluacji i wskazywać, które kompetencje absolwentów są potrzebne i jak efektywnie uczyć studentów. Jednak powodzenie tej reformy jest przede wszystkim w rękach środowiska akademickiego. (…) Nie zmienia to faktu, że rozwiązanie zaproponowane przez resort jest słuszne i otwiera możliwości wprowadzenia nowego systemu zarządzania uczelnią, bardziej menedżerskiego i otwartego na zewnętrzne grupy. (…)

Prof. Andrzej Rabczenko, doradca prezydenta Pracodawców RP:

Spędziłem wiele czasu studiując system uczelni amerykańskich, który głównie polega na braku systemu (konstytucja USA nie zezwala na ingerencję państwa w edukację). Uczelnie te wraz z brytyjskim Oxford i Cambridge w światowych rankingach zwyciężają we wszystkich zestawieniach. Na czym więc polega tajemnica uczelni amerykańskich? Przede wszystkim na tym, że Amerykanie uważają, że uniwersytet jest takim samym przedsiębiorstwem jak zakład szewski. Co prawda, ma inną misję, inne cele i zadania, nie mniej jest to przedsiębiorstwo. Skoro tak, to musi być dobrze zarządzane, a zatem selekcja głównego dowodzącego tym przedsiębiorstwem jest bardzo ważna. Ale jeżeli nawet wybierzemy dobrego szefa, to musi on być w jakiś sposób kontrolowany. Dlatego potrzebne są trzy elementy w zarządzaniu uczelniami: rada, rektor i środowisko. W uczelniach amerykańskich, w ich radach, nie zasiadają przedstawiciele środowiska akademickiego, bowiem uczelnia jest dla społeczności, a nie dla siebie samej. Rada uczelni składa się z przedstawicieli interesariuszy. Członek rady nie może mieć żadnego formalnego związku z uczelnią. Zasiadają więc w nich (…) przedstawiciele tych grup społecznych, które odbierają „produkt”. A produktem uczelni są wysoko wykwalifikowani absolwenci, a także ekspertyzy i opracowania, które można potem zastosować w praktyce. Kolejnym elementem, którego u nas prawie nie ma, są akredytacje. Mamy co prawda Polską Komisję Akredytacyjną, jednak praktycznie nie istnieją komisje środowiskowe. W USA każda uczelnia akredytowana jest na kilka sposobów i poszczególne wydziały są oceniane przez komisje wyłaniane przez stowarzyszenia zawodowe. Uczelnie mogą, ale nie muszą, poddać się akredytacji, ale kto będzie chciał studiować na niecertyfikowanej uczelni? (…) Wracając do ustawy 2.0. Ma ona dobre elementy, ale w kwestii zarządzania nie zmienia nic, albo zmienia na gorsze. Zgodnie z propozycją MNiSW rada uczelni ma być wybierana przez senat, czyli środowisko akademickie. To oznacza, że senat wybierze swoich przedstawicieli nawet jeżeli są spoza uczelni, w dodatku na czas kadencji senatu (w USA członkowie rady pełnią swoje funkcje nawet przez dziewięć lat). Z tej propozycji wynika, iż rada będzie organem senatu. Dodatkowo, wedle projektu, w ośmioosobowej radzie ma zasiadać przedstawiciel studentów. To jest dziwna propozycja. Z całym szacunkiem dla studentów, lecz uczą się oni dopiero zarządzania, a tu mają sprawować kontrolę nad rektorem uczelni. Proces wyboru rektora w propozycji ustawy również praktycznie nie uległ zmianie. W USA jest to rekrutacja. Każdy może się zgłosić, ale, co do zasady, komisja rady z pomocą firmy rekrutacyjnej aktywnie szuka odpowiedniej osoby.  Cały proces selekcji jest niejawny. (…)

Grzegorz Piątkowski, rzecznik praw absolwenta:

Ustawa 2.0 proponuje silniejszą pozycję rektora. Teraz jego kompetencje są bardzo rozmyte. Ważne są także zmiany w wyborze rektora. Dobrze, że osoby z zewnątrz również będą miały wpływ na to, kim ta osoba będzie. Nie jestem jednak przekonany, czy istnieje potrzeba utajnienia wyłonionych kandydatów. Natomiast model amerykański rzeczywiście jest godny uwagi i może powinniśmy trochę więcej z niego zaczerpnąć. (…)

 

Czy model amerykański to kierunek, w którym powinniśmy zmierzać?

Prof. Jerzy Woźnicki:

Model amerykański nie może mieć zastosowania w Polsce. (…) Kształcenie na amerykańskich uniwersytetach jest traktowane jako zwykła usługa odpłatna dla studentów. Jeżeli polski uniwersytet miałby być korporacją, to musielibyśmy zacząć od zmiany sposobu finansowania studiów tak, aby szkoły wyższe mogły wyjść ze swoją ofertą na rynek i ustanowić własne opłaty za te usługi. Oznacza to, że powinno w Polsce zacząć obowiązywać powszechne czesne za studia stacjonarne. (…) Obecnie nie pozwala na to Konstytucja RP i studia stacjonarne na uczelniach publicznych są finansowane z budżetu państwa. Ponadto ustawa narzuca szkołom wyższym, za jakie usługi mogą pobierać pieniądze. Nawet uczelnie niepubliczne nie mają pełnej swobody w zakresie ustalania wysokości czesnego. Zatem nie ma możliwości przeniesienia amerykańskiego modelu korporacyjnego uczelni do nas, dopóki nie zmienimy zasad finansowania szkół wyższych. Poszukujmy więc wzorców gdzie indziej, nie w USA.

Prof. Łukasz Szumowski:

Nie chcemy przenosić modelu amerykańskiego do Polski. Pamiętajmy o tym, że nie mamy powszechnej opłaty za studia. Tymczasem w uczelniach amerykańskich gros przychodów pochodzi spoza sektora publicznego. W USA dochody z sektora publicznego są znikome. Skoro polskie uczelnie są finansowane ze środków publicznych, to bardzo ważna jest społeczna odpowiedzialność nauki. Jeżeli ta kwestia ma zostać poprawiona, niezbędne jest wprowadzenie nowego organu – rady uczelni. Teraz uniwersytetom trudno jest zmotywować się do reform. Niezbędna jest osoba z zewnątrz, która podpowie, że potrzebna jest zmiana w zarządzaniu. Dlatego pierwszym zadaniem postawionym przed radą powinno być wskazanie kandydatów na rektora. Proces wyłaniania kandydata będzie odbywał się wewnątrz rady, więc nie będzie miał charakteru publicznego. Wskazane osoby, nawet jeżeli nie zostaną wybrane, nie muszą obawiać się o to, że informacja dotrze do szerokiego grona i wpłynie na obniżenie prestiżu w środowisku Po drugie, rolą rady będzie opracowywanie długofalowej strategii dla uczelni. Nie będzie zajmowała się codziennym zarządzaniem placówką. Tutaj większą władzę zyska rektor właśnie po to, aby móc reformować uczelnię. Pamiętajmy, że uniwersytet to moloch, gigantyczny tankowiec, który nigdzie nie skręci, jeżeli nie pozwolimy jednej osobie nim sterować. Ktoś musi być kapitanem tego okrętu, odpowiadać za to, w jaki sposób ten okręt jest prowadzony. Ale też nie oczekujmy, że ten okręt natychmiast skręci o 180 stopni i popłynie w drugą stronę. Zmiana nastąpi za kilka mil morskich. Na jej efekty dla uczelni trzeba poczekać kilka, kilkanaście lat. Warto też dodać, że podstawowym zadaniem naszej reformy nie jest poprawienie pozycji uczelni w rankingach. To nie o to chodzi. Cel reformy jest dużo głębszy i poważniejszy. Oczywiście chcielibyśmy, aby polskie uczelnie były wyżej w międzynarodowych rankingach. Ale celem reformy jest przede wszystkim stworzenie systemu, który jest przyjazny i bezpieczny dla studenta i badacza. Taki, który nie jest opresyjny, ponieważ uniwersytet nie ma być wieżą z kości słoniowej, nie potrzebujemy nadmiernych regulacji i biurokracji. Uczelnia ma zapewnić wolność badań i stabilność finansowania. Jeżeli zagwarantujemy autonomię uczelniom, to będą wówczas wypuszczały w świat świetnych absolwentów oraz przyczyniały się do stworzenia dobrego otoczenia dla biznesu.

Może zatem, aby wprowadzić gruntowne zmiany na uczelniach, najpierw powinniśmy zacząć od zmiany zasad finansowania szkół wyższych?

Marek Konieczny:

Przy obecnym sposobie finansowania uczelnie nie są zainteresowane tym, aby przyciągnąć studentów do siebie (…) Dlatego proponujemy odwrócenie obecnego modelu finansowania studiów. Nasza propozycja jest taka, aby środki finansowe szły za studentem i to on decydował, której uczelni zapłaci za swoje kształcenie. (…) Należałoby całkowicie zrezygnować z finansowania przez państwo z dydaktyki szkół wyższych na obecnych zasadach. Dotacje podmiotowe bowiem nie skłaniają uczelni do zmiany sposobu nauczania, nie motywują do rozwoju oraz tłumią zdrową konkurencję. Tylko w sytuacji pozostawienia w ręku studenta narzędzia finansowego oddziaływania na uczelnie jego podmiotowość nie będzie pustym sloganem. Ustalenie zasad i modelu nowego finansowania uczelni należy poddać szerokiej dyskusji ze środowiskiem, ministerstwem i innymi interesariuszami. (…) Dlatego powinniśmy usiąść do rozmów. Jednak zdajemy sobie sprawę, że brakuje woli politycznej, aby zmienić obecną formę finansowania studiów.

Prof. Andrzej Rabczenko:

Jest bardzo proste rozwiązanie – rodzaj kredytu studenckiego dla opłacenia czesnego spłacanego z podatków absolwenta. Wystarczy tylko odpowiednio sformułować zasady. Nie ma powodu, byśmy dofinansowywali zamożne kraje poprzez kształcenie dla nich specjalistów. Dla osób pracujących po studiach nic się nie zmieni – studia na uczelniach publicznych dalej będą bezpłatne.

Prof. Jerzy Woźnicki:

Tego nie da się wprowadzić na gruncie polskiego prawa. Bowiem czesne w uczelni artystycznej wynosiłoby 40–45 tys. zł, a w niektórych innych uczelniach 5–7 tys. zł. Nierówność obywateli byłaby więc rażąca. (…)

Prof. Łukasz Szumowski:

Kredyty studenckie jako idea są bardzo ciekawe. Ale pamiętajmy o tym, że koszty kształcenia studentów nie są proporcjonalne do ich zarobków po ukończenia nauki w szkole wyższej. Najlepszymi przykładami są studia medyczne czy artystyczne, tam koszty są bardzo wysokie, a potem zarobki niskie w odniesieniu do średniej krajowej. Trudno zatem obciążać kosztami osoby, które systemowo nie są w stanie spłacić tego kredytu. Należałoby zmienić cały system.

Grzegorz Piątkowski:

Są dwie możliwości: albo będziemy tkwili w modelu, w którym jesteśmy, albo zmienimy całe otoczenie prawne uczelni. (…) Widzimy, jak Zachód nam ucieka. Jeżeli szybko się nie zmienimy, ten dystans będzie nie do nadgonienia. W ramach obecnego systemu finansowania to, co proponuje ustawa 2.0, jest najlepszą opcją z możliwych. (…) Ale jasne jest to, że powinniśmy pójść dalej i wyjść od gruntownej zmiany, zaczynając od odwrócenia reguł finansowania.

Czy rolą uczelni powinno być przygotowywanie kadr dla gospodarki?

Prof. Andrzej Rabczenko:

Uczelnia musi przygotowywać studenta do funkcjonowania w społeczeństwie. W ramach licencjatu student powinien uzyskiwać konkretne uprawnienia zawodowe. Natomiast magisterium powinno bardziej przygotowywać do podjęcia pracy naukowej, rozszerzać horyzonty itd. Chorobą polskich uczelni jest brak kształcenia studentów w zakresie zarządzania zespołem, przedsiębiorczości, umiejętności miękkich, inwentyki. Sama wiedza nie wystarcza, konieczne jest, by absolwent umiał ją stosować. Obecnie w wiodących światowych uczelniach nauczyciel akademicki staje się trenerem. Wiedzę student może pozyskać z książek i internetu, na uczelni zamienia tę wiedzę w umiejętności. Projekt 2.0 nie zauważa, że świat edukacji wyższej się zmienił.

Prof. Jerzy Woźnicki:

(…) Należy stanowczo podkreślić, że uniwersytety nie są firmami szkoleniowymi, nie powinny nimi być i nie będą. Są instytucjami edukacyjnymi.

Grzegorz Piątkowski:

Część kierunków bezpośrednio przygotowuje do zawodu. W przypadku pozostałych absolwenci nabywają niezbędne umiejętności dopiero w trakcie pracy. Tutaj jeszcze długa droga przed nami. Mam nadzieję, że ustawa 2.0 popchnie uczelnie w tym kierunku, aby w trakcie studiów uczyły nie tylko wiedzy, ale też umiejętności. (…)

Prof. Andrzej Rabczenko:

Projekt 2.0 to kroczek w dobrym kierunku, ale już teraz powinniśmy zacząć myśleć nad ustawą 3.0, aby pokazać, gdzie powinniśmy dalej zmierzać. Inaczej zostaniemy w ogonie. (…) Podejmijmy zatem, obok dyskusji nad projektem, dyskusję, jak zreformować system tak, by polskie uczelnie i instytuty naukowe stały się fundamentem potęgi państwa i źródłem polskiej kultury.

Prof. Łukasz Szumowski:

Konstytucja dla nauki będzie implementowana do 2025 r. to jest realne tempo wdrażania ustawy. Uważam, że przygotowanie teraz ustawy 3.0 byłoby absurdalne, ale możemy już rozmawiać o dalekosiężnych celach polskiej nauki i szkolnictwa wyższego. System wymaga bowiem stabilności, a nie nieustannego zmieniania. Mówienie o ustawie 3.0 jest przedwczesne. Przecież jedynym z powodów prac nad ustawą 2.0 było to, że obecna ustawa była wiele razy nowelizowana, co spowodowało chaos. Spróbujemy zaimplementować rozwiązania, które pozwolą na dobre zmiany.

Marek Konieczny:

Myślenie części środowiska i wielu uczelni o nauce i szkolnictwie wyższym zatrzymało się w ubiegłym wieku. Tymczasem cały świat poszedł do przodu. Już obecna ustawa daje możliwości, m.in. wprowadza kierunki praktyczne, pozwala na zatrudnianie praktyków z biznesu i gospodarki. Problem polega na tym, że zwłaszcza duże uczelnie nie chcą z tych możliwości korzystać. (…) Studenci nie są przygotowywani praktycznie. Zdobywają jedynie wiedzę, którą potem sami muszą przekuć w umiejętności.

Prof. Jerzy Woźnicki:

Nie przeczerniajmy obrazu polskich uczelni. Po pierwsze, mamy wdrożoną w uczelniach Polską Ramę Kwalifikacji, czyli odwołujemy się do efektów kształcenia – wiedzy, umiejętności i postaw jako kompetencji społecznych. To, czy uczelnia zapewnia ich osiąganie, sprawdza Polska Komisja Akredytacyjna. Po drugie, dzięki inwestycjom z lat 2007–2013 bardzo poprawiliśmy warunki studiowania. Po trzecie, bardzo łatwo jest kształcić studentów zgodnie z najwyższymi standardami, jeżeli stać na to szkołę wyższą. (…) Tymczasem nakłady na studenta w Polsce w porównaniu z innymi krajami są niskie. Poprawienie w sposób powszechny jakości kształcenia wymagałoby dużego wzrostu nakładów w przeliczeniu na studenta. Tymczasem obserwujemy, że nakłady na szkolnictwo wyższe od wielu lat utknęły na tym samym poziomie. Na ich podniesienie w dziale szkolnictwo wyższe nie wyraża zgody minister finansów, co najwyżej możemy liczyć na wzrost nakładów w dziale nauka. Zobaczymy, co będzie dalej, bo proponuje się połączenie obu tych działów.

Prof. Łukasz Szumowski:

Polskie szkolnictwo wyższe również nie jawi mi się w czarnych barwach. W środowisku akademickim, od studenta do profesora, istnieje powszechne przekonanie, że zmiany są konieczne. Jestem pewny, że środowisko samo wyjdzie z inicjatywą zmian i nie będzie stawiać biernego oporu. Jeżeli nie będziemy go nadmiernie ograniczać biurokracją, wykluczającymi się przepisami itd., to wykładowcy będą bardziej angażować się w dydaktykę, badania naukowe.

 

Żródło: „Dziennik Gazeta Prawna”, 16 listopada 2017 r.
Link do pełnego artykułu: serwis Dziennika Gazety Prawnej.